18 kwi

Daj się ponieść!

Wiatr wieje tam, gdzie chce i nie widać Go, ale wyczuleni na JEGO tchnienie i posłuszni nawet najmniejszym impulsom Ducha mają już tu i teraz gwarantowany: pełen odlot!

Skuteczna ewangelizacja nie cierpi zwłoki, ale wymaga sporo modlitwy / Dzieje Apostolskie ilustrowane przez Dayenu design for God

Skuteczna ewangelizacja nie cierpi zwłoki, ale wymaga sporo modlitwy / Dzieje Apostolskie ilustrowane przez Dayenu design for God

Dzieje Apostolskie to poszatkowana historia garstki chłopaków, którzy jakimś cudem wciąż żyją i w spektakularny sposób głoszą swym życiem Żyjącego Chrystusa.

Na przykład dzisiejsze czytanie. Najpierw Anioł Pański daje Filipowi bardzo konkretne i dość irracjonalne wskazówki: „Wstań i idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta”.

Filip więc idzie i stoi na pustej drodze. I nagle przejeżdża… tarram: dworski urzędnik królowej etiopskiej, Kandaki, zarządzający całym jej skarbcem, i czyta w swoim wozie proroka Izajasza.

Przypadkiem, nie? Zdarza się…

Wskazówka nr 2: „Podejdź i przyłącz się do tego wozu”.

No problem.

Dalej Filip i etiopski dworzanin robią sobie małe lectio divina.

I nagle, w odpowiednim momencie historii, jakaś woda.

Oto woda – powiedział dworzanin – cóż przeszkadza, abym został ochrzczony? Odpowiedział Filip: Można, jeśli wierzysz z całego serca. Odparł mu: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. I kazał zatrzymać wóz, i obaj, Filip i dworzanin, zeszli do wody. I ochrzcił go.

Uff, mission completed.

I na sam koniec, żeby zamknąć jakoś historię, ot tak mimochodem, autor Dziejów Apostolskich dodaje ciąg dalszy: „A kiedy wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa i dworzanin już nigdy go nie widział. Jechał zaś z radością swoją drogą. A Filip znalazł się w Azocie i głosił Ewangelię od miasta do miasta, aż dotarł do Cezarei.”

Banalnie prosty przepis na sukces: SŁUCHAJ i DAJ SIĘ PONIEŚĆ INTUICJI.

11 kwi

NAPEŁNIĆ MIASTO NAUKĄ

To jest jakieś szaleństwo. Garstka nieuczonych facecików, którzy głoszą z taką mocą, że w kilka tygodni imię Jezus wymawiane jest przez wszystkich mieszkańców Jerozolimy… i przy okazji parę tysięcy przypadkowych turystów. Potrafisz tak?

Znajomość Ewangelii, to znajomość Chrystusa - Dawcy Życia. Projekt Dayenu design for God

Znajomość Ewangelii, to znajomość Chrystusa – Dawcy Życia. Kto wierzy w Syna ma życie wieczne – w obfitości! Projekt: Dayenu design for God

Bez facebooka, gadżetów religijnych i telefonów komórkowych. Całe miasto należy do Pana. Ale czy to powód, aby zasiąść na laurach? Aby czuć się spełnionym?

Wszak feedback o sukcesie ewangelizacji apostołowie otrzymują „niechcący” od Sanhedrynu – rzecz jasno jako zarzut, nie pochwałę: „Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie nauczali w to imię, a oto napełniliście Jerozolimę waszą nauką…” [Dz 5,28]

CAŁĄ JEROZOLIMĘ NAPEŁNIĆ SŁOWEM PANA…

Jak ten drobny incydent tłumaczą nasi dzielni chrześcijanie? Proste: trzeba słuchać Boga. Słuchać, a więc być posłusznym. A więc wypełniać Jego wolę:

„Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy są Mu posłuszni. Gdy to usłyszeli, wpadli w gniew.” (Dz 5,32) Brzmi znajomo? Jasne: „Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy (dosłownie – kto jest nieposłuszny) Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży” (J 3,34) – już teraz w tym życiu. Tak samo jak błogosławieństwo i królestwo, którego już teraz możemy doświadczać: „Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,33) i dalej: „Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a z niezmierzonej obfitości udziela /mu/ Ducha” (J 3,34). Wypełnia się w ten sposób słowo, które pochodzi przecież wprost od Prawdy – źródła i sensu wszelkiego ŻYCIA:

„Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie” (Mt 5,11)

Jak kończy się ten rozdział? Ano, przełożeni synagogi przywoławszy Apostołów kazali ich ubiczować i zabronili im przemawiać w imię Jezusa, a potem zwolnili.

„A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i CIESZYLI SIĘ, że stali się godni cierpieć dla imienia [Jezusa]. Nie przestawali też co dzień nauczać w świątyni i po domach i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie”.

I to się nazywa brać życie na serio.